My name is Ben, Ben Nevis: Dzień 8

Ostatni dzień włóczęgi to znakomite widoki, mała niespodzianka od firmy transportującej nasze plecaki i…. mrówki, a w zasadzie jedna mrówka w gaciach. O widokach wypisałem wystarczająco dużo ochów i achów. O mrówce w gaciach nie wypada opowiadać,  pozostaje więc niewiele do opisania.

Niespodzianka

Zakup śpiwora rozwiązuje największy problem wyprawy. Agata nie zamarza w nocy. Do przejścia zostało niecałe 20 kilometrów. Zamówienie transportu plecaków na ostatni etap zostawiłem na rano. Okazuje się, że biuro na polu namiotowym otwierają w południe. Nie mam więc jak zamówić transportu i zapłacić za niego. Jeden telefon wystarcza. Tłumaczę człowiekowi w Travel Lite jak sprawy się mają i otrzymuję szybką odpowiedź. „Opisz i zostaw plecaki w miejscu skąd je wczoraj zabrałeś. Korzystasz z naszych usług od 4 dni więc dostrrczymy twoje plecaki pod wskazany adres za darmo.” Bez mlaskania, kombinowania i olewania. Poczułem się totalnie zaopiekowany. Robię więc jak kazali i ruszamy.  Leśną ścieżką wspinamy się pod górę zostawiając za sobą Kinlochleven. Po około godzinie marszu robi się płasko.

 

Tigh-na-sleubhaich

Znowu wędrujemy doliną mając góry po obu stronach. Mniej więcej w jednej trzeciej robimy postój przy charakterystycznych ruinach nazywanych Tigh-na-sleubhaich. Uwaga! Na mapie jest to miejsce oznaczone jako możliwy nocleg.  Średni pomysł ze względu na brak jakichkolwiek udogodnień. Nie ma nawet strumienia gdzie można by uzupełnić zapasy wody. Owczych bobków jest za to w opór. 

Tigh-na-sleubhaich

Gdzie ten las?

Na mapie widzę las gdzie zaplanowałem kolejny postój. Niestety, albo stety gospodarka leśna w Szkocji wygląda inaczej niż w Polsce. Tam lasy jakie porastają higlandy są wycinane, a na ich miejsce sadzone nowe. U nas w górach to nie do pomyślenia. W Szkocji trafiliśmy właśnie na taki obszar.

Hi Ben!

Ostatnie kilometry to pojawiający się i znikający Ben Nevis. Najwyższa góra Wielkiej Brytanii. Taki tam w zasadzie pagórek śnieżkopodobny wcale nie jakiś strasznie wysoki jednak robiący wrażenie. Szczególnie w popołudniowym słońcu kiedy jego górne partie przybierały jakiś taki łososiowy kolor.

Ben Nevis

Zdecydowaliśmy się zakończyć dzień nie w samym Fort William, które stanowi punkt końcowy West Highland Way, ale na kempingu pod Benem Nevisem kilka kilometrów wcześniej. Po pierwsze ze względu na to, że pole namiotowe okazało się ogromnym terenem ze znakomitą infrastrukturą, a po drugie ze względu na moje zamiary wejścia na Bena. Szczerze polecam takie rozwiązanie. W Fort William nie za bardzo jest gdzie rozbić namiot więc i tak musielibyśmy wracać w to samo miejsce. Poza tym że ceny na polu namiotowym były po zbóju była to dobra decyzja. Zakupy uczyniliśmy następnego dnia.

This is the end

Oficjalnie zakończyliśmy wędrówkę dwa dni później strzelając sobie pamiątkową fotę przy pomniku West Highland Way. Co prawda na rogatkach Fort William jest oznaczenie końca szlaku, dla nas jednak to miejsce było prawdziwym zakończeniem pierwszej części wyprawy. Pierwszej bo czekały nas jeszcze odwiedziny na Skye i w Edynburgu.

West Highland Way Monument

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *