Zadupia w sercu niczego: Dzień 3

Rano wieje tak samo. Patrzę jednak z optymizmem na życie. Mówię sobie że nie jest zimo tylko rześko. Uciekamy jak najdalej od jeziora na śniadanie. Szkocka owsianka smakuje wyśmienicie. Spędzamy kilka minut na plaży i ruszamy w dalszą drogę na West Highland Way. Nic nie zapowiada, że będzie to najtrudniejszy etap wędrówki.

Do Rowerderran

Mamy do przejścia 12 mil. Po wczorajszym fragmencie szlaku nad jeziorem wiemy czego się spodziewać. Przynajmniej tak nam się wydaje. Dzień zapowiada się upalnie i taki rzeczywiście będzie. Wtedy tego nie wiedzieliśmy, ale jakimś cudem przez kolejne 5 dni nie będzie padać co jest niespotykane w Szkocji. Trasa biegnie cały czas nad jeziorem.

W drodze do Rowerdennan.

Las jest gesty, klimatyczny, pełen wysokich paproci. Jest duszno. Marzę o wietrze, który rano targał mną na polu namiotowym. Do Rowerdennan gdzie zaplanowany mamy lunch docieramy około 13:00. Nie wiem czy można to nazwać wioską. Jest hotel i pub w jednym, jest i schronisko młodzieżowe, jest kilka domów. Największe do tej pory zadupie na szlaku. Pub jest przestronny i mimo sporej ilości turystów nie brakuje miejsc. W pubie można dobrze zjeść, a w sklepie znajdującym się w schronisku można uzupełnić zapasy na drogę. Tak mówi barman w pubie. Niestety nie ma racji.

Ogródek przed Rowerdennan Hotel. Po prawej widać Ben Lomond.

Z ogródka przed pubem rozpościera się znakomity widok na Ben Lomond. To oznacza jedno, w highlandach. Zaglądamy do sklepu, którego asortyment ogranicza się do kilku produktów. Nie ma chleba i mleka. Są batoniki. Słabo. Czas biegnie szybko więc ruszamy dalej.

Brytyjskie bothies

Podzieliliśmy trasę na trzy mniej więcej równej odległości etapy. Kolejny postój planujemy w Rowchoish. Jest to jeden z kilkudziesięciu rozsianych po wyspach brytyjskich starych domów przerobionych na schroniska. Utrzymaniem bothies zajmuje się The Mountaun Bothies Association. Na ich stronie można dokładnie sprawdzić lokalizacje i koordynaty każdego domku. Stoją często trochę na uboczu i większość gwarantuje podstawowe schronienie. Są bezpłatne i nie wymagają rezerwacji.  Rowchoish to XVIII dom składający się z jednego pomieszczenia. spać można na przygotowanej odpowiednio podłodze wyłożonej deskami. Jest stolik, krzesła, palenisko z kominem, kurz i pajęczyny. Intensywnie pachnie dymem. Myśle sobie, ze gdyby było naprawdę późno, lał deszcz, a ja nie miałby siły z przyjemnością bym skorzystał. W innym wypadku chyba nie. Jak dokładnie wygląda Rowchoish możesz zobaczyć we fragmencie filmu Under the Skin.

 

Na ostatnich nogach

Padamy na ryje, ale jest stosunkowo wcześnie (16:00), Rowchoish nie zachęca do spędzenia w nim nocy wiec idziemy dalej. Do przejścia zostały trzy mile. Ostatni fragment nas dobija.  Jupi, nareszcie chociaż trochę jak w górach. Człap, człap, człap. 

Szlak nad jeziorem

W końcu widać przystań Inversnaid. Ta miejscówka to dopiero zadupie w sercu niczego. Szlak w tym miejscu kończy się przystania promowa i hotelem. Okazuje się że musimy przejść jeszcze prawie dwa kilometry pod górkę, żeby znaleźć się na naszym polu namiotowym. To tak jakby iść z dolnego do Górnego Karpacza.

Na miejscu czekają dwie niespodzianki. Pierwsza to samo miejsce czyli Inversnaid Bunkhouse and Bistro. Czyli, że co? No wyobraź sobie że jest to XIX wieczny kościół przerobiony na hostel i restauracje, w której karmią drogo ale smacznie i do tego z Polską obsługą.  Druga niespodzianka to serwis transportowy oferowany przez hotel. Będąc na dole można zadzwonić i zamówić darmową podwózkę na górę.  No cóż… trochę poniewczasie ale lepiej późno niż wcale. Skorzystamy rano.

Uzupełnimy paliwo i kładziemy się spać. Inversnaid to pierwsze miejsce gdzie midges dają się we znaki. Wcześniej myślałem, że są tylko mitem ponieważ do początku wcale ich nie było. Tutaj są i gryzą jak cholera zmuszając do ucieczki do namiotów. Z bolącymi nogami nie da się uciekać. Człapiemy wiec powoli machając rękoma ile wlezie. 

Podróże kształcą czyli pro-tips z dnia trzeciego.

  1. Ciężki plecak może być za ciężki.
  2. Miejscówki na fotach nie zawsze wyglądają tak samo w rzeczywistości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *